Pogaduchy - Robótkowanie w miejscach publicznych
joana - Nie 27 Lip, 2008 12:58
Kiedyś robiłam wszędzie, gdzie przyszło mi dłużej oczekiwać. Teraz, niestety, tylko tam, gdzie jest dobre oświetlenie. Przyznaję, że zawsze ktoś przy okazji o coś zapyta, cos podpowie. A kiedyś nawet czekając na wizyte nauczyłam sie nowego ciekawego wzoru (dwustronny) na druty. Wszystko ma swoje dobre i złe strony.Pozdrawiam.
mala100gosia - Śro 30 Lip, 2008 12:21
ja dziergam przedewszystkim w domu czasem jak jade w gości to tez ale raczej u bliskiej rodziny. ostatnio dziergałam w szpitalu i budziło to powszechne zainteresowanie no i ra w szkole, ale to było rodzaj zaru....
mialam matematyczke w liceum, starsza pania ale bardzo mądra. kiedyś stwierdziła na lekcji że mlodziez teraz na przerwach obsciskuje isę, hałasuje i ogolnie nic nie robi, a dawniej dziewczyny na przerwach, a czasem i na lekcjach jak się im udało dziergały i robiły na drutach, zreszta moja mama tez pamięta takie rzeczy i nieraz w internacie czy na przerwach robiła na drutach, ale wracając do matematyczki to gdy usłyszałam jej słowa uśmiechnęlam isę i na drugi dzien przyszłam z motkie włóczki i szydełkiem i podczas przerwy szydełkowalam sobie moja klasa troche się zdziwiła choć znaja moja pasje a nauczycielka gdy po dzwonku przyszła otworzyc klase usmiechneła isę do mnie wyraxnie rozbawiona.
ja osobiscie nie dziergam np. w kolejce do lekarza bo raczej czuje isę w takich miejscach roztargniona a poczemuje spokoju gdy coś robie
guciowa - Pią 12 Wrz, 2008 15:05
Bez maniakalnego uporu - też w różnych miejscach szydełkuję lub haftuję - głównie na placu zabaw jak dzieci się bawią, głównie jak młodsza śpi, a starsza się bawi z innymi dziećmi. Pociągiem nie jeżdżę, ale czasami biorę robótkę do samochodu jak jade obok męża-kierowcy. Czasami stoi się w takich korkach, że w sumie żałuję, że nic nie mam jak siedzę za kierownicą...
Czasami ktoś o coś zapyta, ktos inny pochwali
elka j. - Pon 29 Wrz, 2008 21:39
Zdarza mi się, że robótkuję sobie w różnych miejscach, np. w pociągu, u fryzjera, czy w poczekalni u lekarza (na szczęście to ostatnie rzadko i oby jak najrzadziej). Dorośli starają się nie widzieć, albo zerkają kątem oka, dzieci natomiast zupełnie nie skrywają, że je to interesuje i wręcz głośno pytają: " maaaamaaaa, a co ta pani robi?" Ale jakoś mnie to nie krępuje, a robótki przybywa, choć to prawda, że wtedy właśnie zdarzają się pomyłki.
A ostatnio zabrałam robótkę na wędrówkę w góry i na postojach wyciągałam druty, co budziło zdumienie wielu osób, a pewna pani dziwiła się - jak to możliwe, że jeszcze mogę robic, bo ona jest zmęczona i nie miałaby siły, na co oczywiście się uśmiechałam i myślałam sobie, że może nogi troszkę bolą, ale ręce nie - więc trzeba im znaleźć zajęcie Oczywiście, zanim zabrałam się za robótkowanie, najpierw nacieszyłam oczy widokami... Tylko mąż narzekał, że plecak za ciężki, bo druty i mój moteczek włóczki tyle ważą
A tu dowód na to, że piszę prawdę Jak się dobrze przyjrzeć, to na pierwszej fotce widać druty na moich kolanach, na drugiej już nie ma problemu
Bożena- 2000 - Wto 13 Sty, 2009 16:51
Gdzie się tylko da. Jedziemy czasami do Niemiec autokarem, zawsze dłubię. Większość moich haftowanek powstała w parkach. Zabieramy koszyczek z kawką i jakąś przekąską, dla męża książkę, dla mnie robótkę i e-książkę. Słucham i dłubię, mąż czyta. Bardzo to lubie. Bywa, że tak spędzamy kilka godzin jak jest ładna pogoda. I jeszcze w koszyczku jest serweta na parkowy stolik. Kraciasta.
szajka - Wto 13 Sty, 2009 18:41
Bożenko jak ja ci zazdroszcze takich wypraw do parku
moj Ł to książek nie czyta
na spacery nie chodzimy
a jak sie biore za szydelko czy druty to zaraz stęka ze ja tylko umiem klikac na forach i robic na szydelku.... ehhhhh
Magda2702 - Śro 14 Sty, 2009 13:19
Szajka, ja też tak mam niestety. Ale już dawno przestałam się przejmować i robię swoje. W domu haft czy większa robótka szydełkowa. W torebce zawsze kłębek kordonku, szydełko i jakiś mały motyw szydełkowy, który umiem już na pamięć i w międzyczasie powstaje coś z kawałków. Pozdrawiam.
woalka - Śro 14 Sty, 2009 14:17
Poza domem zdarzało mi się robótkować tylko w pociągu i w szpitalu.
Pamiętam scenkę sprzed ok. 20 lat w pociągu relacji Kościan-Gostyń (już nie kursuje), jak kilkuletnia dziewczynka na mój widok głośno "szepnęła" do mamy: "Patrz mamo, ona sztrykuje!" - tak dowiedziałam się jak na robótki na drutach mówi się w mojej ukochanej gwarze
Tak, jak zauważyły inne dziewczyny - robótki wzbudzają duże zainteresowanie u innych - przeważnie kobiet - lecz mało kto odważy się odezwać.
Ok. 2 mies. temu jechałam z Warszawy do Gdańska - podróż prawie 5h. Wzięłam z sobą ukochane ostatnio frywolitki - zajmują bardzo mało miejsca w bagażu. Kilka osób ukradkiem zerkało mi na ręce, ale nikt w temacie się nie odezwał. W Wawie Wschodniej wsiadło starsze małżeństwo z Portugalii i kobieta natychmiast zasypała mnie mnóstwem słów i uśmiechów. Dogadać się z nimi prawie nie szło, bo ja nie znam portugalskiego, a oni mówili tylko w tym języku. Żałuję, bo padło tyle pięknych słów pod adresem mojej robótki... A pod wpływem Portugalki Polki się wyluzowały i rozpoczęła się sympatyczna rozmowa nt. robótek ręcznych i innych hobby.
Ale i tak chodzenie po górach z wełenką i drutami podbiło moje serducho!
Pozdrawiam wszystkie dziergotkowo zakręcone Maranciaki
woalka
Susan - Śro 14 Sty, 2009 15:38
Ha! Ja kiedyś parę lat temu wylądowałam w szpitalu w wyniku błędu lekarskiego prawie trup. Dwa dni leżałam jak skóra z diabła, przytomna ale niewiele kojarząca rzeczywistość. Na trzeci dzień zaczęłam przychodzić do siebie i koleżanka, z którą wtedy wynajmowałm mieszkanie zapytała mnie czy aby mi czegoś nie przynieśc z domu. "DZIERGANIE!!!!" odpowiedziałam szczerze i z zapałem, a po dłuższej chwili " bieliznę tez, gdybyś była tak uprzejma"... Potem oczywiście wzbudzałam szczere zainteresowanie tak lekarzy jak i pielęgniarek i pacjentów. Powstawały wtedy "Irysy" van Gogha.
W pociągu jestem codziennie ale nie dziergam, raczej czytam i się uczę, ale widziałam ostatnio dziewczynę tak na oko w moim wieku robącą sliczny naszyjnik na szydełku! Patrzyłam jak sroka w gnat, ale pogadać sie nie dało bo siedziałyśmy na dwóch koncach przedziału w pociągu osobowym. A szkoda. Pogadałabym sobie...
Erhe - Pon 19 Sty, 2009 09:53
ja dziergam zwykle w domu, czasem jak jeżdżę samochodem (oczywiście jak mąż prowadzi ), w pociągu, o ile mam miejsce siedzące
|
|
|