RękoDzielni - Forum u Maranty

miejsce spotkań miłośników robótek ręcznych wszelkich
i nie tylko...


Strona główna  • Mapa stron  • Księga gości  • Portal   Forum
Nasze ostatnie prace  • Kontakt z administratorem
• Aktualne losowania


Poprzedni temat :: Następny temat
nasze dzieci- niejadki
Autor Wiadomość
zonieczka 
Użytkownik aktywny
Monika



Kraj:
Spain

Autor tematu
Pomogła: 3 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 03 Wrz 2008
Posty: 790
Skąd: madryt

Medale: Brak

Wysłany: Sob 26 Lut, 2011 09:28   nasze dzieci- niejadki

Witam
Mam problem z moją 22- miesięczną Amelką. Dokładnie to chodzi mi o jedzenie, a konkretnie o zupy. Ona ich po prostu nie znosi, woli nic nie zjeść jak ma zjeść zupę.
Czy możecie mi poradzić jak ją do nich przekonać? Napiszcie o swoich doświadczeniach. Mi już brakuje pomysłów.
Proszę pomóżcie

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
---------------------------------
http://www.zonieczka.fotosik.pl/
 
 
     
Makarbella 
Użytkownik aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 18 razy
Dołączyła: 26 Mar 2009
Posty: 332

Medale: Brak

Wysłany: Sob 26 Lut, 2011 13:31   

Najpierw ty napisz o swoich doświadczeniach. W jakich okolicznościach podajesz zupę? Karmisz czy dziecko samo je? Ogląda przy tym telewizję albo słucha bajek? jaka ta zupa? Pomidorowa? Przecierana? Co je przed zupą? O której godzinie jest poprzedni posiłek? A jak ją namawiasz? Czy dziecko widziało kiedyś, żebyś ty jadła taką zupę?

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Gość, życzę Ci miłego dnia
MAKARBELIZMY
DOBRY SKLEP Z WŁÓCZKĄ
 
     
zonieczka 
Użytkownik aktywny
Monika



Kraj:
Spain

Autor tematu
Pomogła: 3 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 03 Wrz 2008
Posty: 790
Skąd: madryt

Medale: Brak

Wysłany: Sob 26 Lut, 2011 15:58   

Zupę ma podawaną wtedy gdy my ją jemy, telewizor podczas jedzenia jest wyłączony. Bez względu na to jaka zupa jest, jaki ma smak, kolor, wygląd Amelka odmawia. Nigdy jej nie zmuszałam do jedzenia. Gdy chciałam żeby sama jadła, zupa wylądowała na podłodze.
Gdy ją próbuje karmić zupą albo wypluwa albo zaczyna się płacz.
Dzisiaj zakupiłyśmy nową miseczkę specjalnie na zupę, może to pomoże.
Sama nie wiem co mam robić wściekły

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
---------------------------------
http://www.zonieczka.fotosik.pl/
 
 
     
danuta_50 
Użytkownik b. aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 18 Lut 2006
Posty: 1020
Skąd: Śląsk

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Sob 26 Lut, 2011 21:13   

zonieczka, To dobry pomysł z kupnem nowej miseczki.Mam nadzieję że dziecko w tych zakupach uczestniczyło i miało decydujący wpływ na zakup tej miseczki.Wiele rodziców skarży się że dzieci nie mają apetytu a wiele łakoci zjadają między posiłkami.Moim zdaniem zabrać dziecko na spacer do parku nie ma nic jeść żadnych przegryzek i po dwóch godzinach wrócić wykąpać i dać małą porcję zupy.

  plus minus  Kto ocenił?
 
     
zonieczka 
Użytkownik aktywny
Monika



Kraj:
Spain

Autor tematu
Pomogła: 3 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 03 Wrz 2008
Posty: 790
Skąd: madryt

Medale: Brak

Wysłany: Sob 26 Lut, 2011 22:57   

danuta_50, wybrała sobie miseczkę, pomogła gotować zupę i znowu nie zjadła. Jak tylko zobaczyła zupę zaczęła płakać. Poszła do kuchni stanęła przed szafką z ziemniakami i stwierdziła "am".

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
---------------------------------
http://www.zonieczka.fotosik.pl/
 
 
     
Dorfi 
Użytkownik małomówny



Kraj:
Poland

Pomogła: 3 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 19 Wrz 2005
Posty: 99
Skąd: Kraków

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Nie 27 Lut, 2011 00:32   

A dawałaś jej kiedyś groszek ptysiowy? Mój synek jest ciut młodszy od Amelki, ale groszek ptysiowy uwielbia. Tak więc zupy mu miksuję i podaję w formie kremu z tym groszkiem. Ogórkowej potrafi zjeść trzy miseczki.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
http://dorfi123.multiply.com/
http://dorfi.blox.pl/html
 
 
     
danuta_50 
Użytkownik b. aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 18 Lut 2006
Posty: 1020
Skąd: Śląsk

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Nie 27 Lut, 2011 09:21   

zonieczka, najważniejsze aby nie zmuszać dziecko do jedzenia tego czego w danej chwili ma awersję i nie martwić się tym że dziecko jest głodne.Skoro zupy nie che to jest wiele innych potraw odżywczych które może zjeść.Dobrze by było żeby widziała że ową zupką zachwycają się rodzice (sami jedzą).Wiem że takie kuszenie ,prowokowanie mogą przynieść skutek.Dzieci uwielbiają jak im sie opowiada co się robi i same na ile to możliwe uczestniczą.Miseczka która została zakupiona i nie chce z niej jeść zostaje spakowana i wędruje do dzieci które lubią zupki.

  plus minus  Kto ocenił?
 
     
Grażyna 



Kraj:
Poland

Rangi dodatkowe:
przyjaciel3

Rangi:
przyjaciel

Pomogła: 102 razy
Dołączyła: 02 Sie 2005
Posty: 8050
Skąd: z Bełchatowa

Medale: 2 (Więcej...)

Wysłany: Nie 27 Lut, 2011 15:24   

Skoro lubi ziemniaczki, to ugotuj zupkę z dobieranymi ziemniaczkami, np. czerwony barszczyk. Nałóż utłuczonych ziemniaków na talerz i zalej niewielką ilością zupy. Pokaż, jak to sie je z tym "sosikiem". Zupkę zrób delikatną, taka aby była bardziej słodka. Myśle, że dziecko zje.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
mój albumik http://grazyna1.fotosik.pl/albumy/3996.html
drugi album z pracami http://blouses.fotosik.pl/albumy/706533-9.html
Mój blog: http://handmadebygrazyna.blogspot.com/
https://www.facebook.com/grazyna.szczepaniak.58
 
     
gadulik
Milczek


Dołączył: 02 Lut 2011
Posty: 30

Medale: Brak

Wysłany: Nie 27 Lut, 2011 21:50   

A nie mozesz na jakis czas odpuscic z zupkami,a potem znow sprobowac?ja tak postepowalam ze swoim dzieckiem(pare miesiecy starsze od Twojej coreczki),gdy nie chcialo czegos jesc,nie namawialam,nie zachecalam w zaden sposob,poprostu nie podawalam tego przez jakis czas dopoki samo nie chcialo zjesc.Tak bylo np.z buraczkami,nawet ziemniak zabarwiony od buraczkow lezacych obok byl beee,a teraz buraczki pierwsze znikaja z talerza.

  plus minus  Kto ocenił?
 
     
woalka 



Zaproszone osoby: 1
Kraj:
Poland

Rangi dodatkowe:
przyjaciel

Pomogła: 12 razy
Wiek: 51
Dołączyła: 06 Paź 2008
Posty: 677
Skąd: Gdańsk

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Nie 27 Lut, 2011 22:01   

Mój synek jest starszy, w grudniu skończył 3 latka, ale zdecydowanie należy do niejadków. Kiedyś bardzo się tym przejmowałam, ale ostatnio wyluzowałam.
O jedzeniu zupy innej, niż rosół, to nawet nie marzę Wink
Problemy zaczęły się, kiedy miał ok. półtora roku. Stopniowo zmniejszał repertuar jedzonych potraw, choć po roczku włączyliśmy już wiele fajnych rózności, które lubił, to z czasem było coraz gorzej. W zasadzie na obiad jadał tylko rosół z makaronem, a z owoców tylko starte jabłka. Warzyw wcale. Mięso tylko ugotowane i drobno pokrojone z rosołu. Kanapeczki najchętniej tylko z masłem, czasem ew. chuda szyneczka. Byłam już załamana. Żeby nie było - przekąsek wcale. On nawet nie lubi czekolady ani ciastek. Co najwyżej biszkopty, ale i to niewiele. Na szczęście lubi mleko, ale tylko modyfikowane. Tak było ponad rok. Kiedy we wrześniu poszedł do przedszkola panie były załamane. Nie wiedziały co mu dawać. Ale... pomaleńku zaczęło się poprawiać. Czasami dał się namówić, żeby coś chociaż spróbować, posmakować - wcześniej nie było o tym mowy. Teraz jest już znacznie lepiej, do wielu potraw się przekonał, choć o różnych owocach, warzywach i zupach nadal tylko marzę. Ale wierzę, że bez zmuszania z czasem się przekona. W każdym razie już nie płaczę nad jego nietkniętym talerzem, ani wieczorem po głodowym dniu nie wyrywam sobie włosów z głowy.
zonieczka, opowiadam tę naszą historię nie po to, żeby powiedzieć, że inne dzieci są gorsze z jedzeniem, tylko przede wszystkim po to, żeby Ci powiedzieć, żebyś się nie nakręciła tak, jak ja. To było straszne. Pora obiadu wywoływała u mnie wielkiego nerwa, karmienie przez 2 godziny dziecka, które od rana wypiło tylko 180 ml mleka i dzień w dzień po upływie 6-8 godzin nadal nie chce nic jeść wpędzało mnie niemal w histerię, miałam czasami ochotę drzeć sobie włosy z głowy. On to widział, na pewno czuł tę atmosferę i w sumie to wszystko było chore. Nie daj się w to wpędzić tak, ja ja. Szkoda nerwów i zdrowia. Szczególnie teraz Twojego Smile
Może Twoja córeczka nie jest takim skrajnym przypadkiem jak Wiktor, ale ja bym odpuściła zupki na jakiś czas. Nie chce, to nie. Niech widzi, że Wy ją jecie ze smakiem. Z naszych doświadczeń wynika, że tylko w ten sposób za jakiś czas Wiktorek ma ochotę spróbować coś z naszego talerza i stwierdza, że to jest dobre i jutro to właśnie chce na obiadek.
Powodzenia!

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
woalka

http://za-woalka.blogspot.com
 
     
zonieczka 
Użytkownik aktywny
Monika



Kraj:
Spain

Autor tematu
Pomogła: 3 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 03 Wrz 2008
Posty: 790
Skąd: madryt

Medale: Brak

Wysłany: Pon 28 Lut, 2011 12:29   

Dziękuję za podpowiedzi. Spróbuję z tymi zupkami za jakiś czas, nie chcę jej stresować i siebie samej nakręcać tak jak napisała to woalka.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
---------------------------------
http://www.zonieczka.fotosik.pl/
 
 
     
Makarbella 
Użytkownik aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 18 razy
Dołączyła: 26 Mar 2009
Posty: 332

Medale: Brak

Wysłany: Pon 28 Lut, 2011 19:54   

Nie wywieszaj białej flagi. To jest nie tylko tak, że my wychowujemy nasze dzieci, one też sobie po swojemu urabiają nas. Dziś odpuścisz zupkę, jutro przymkniesz oko na słodycze po umyciu zębów a za parę lat pogodzisz się z tym, że z torebki znikają coraz większe kwoty.
No jasne, że przesadzam. Ale przedstaw dziecku argumenty, dlaczego zupka jest "zdrowa", pozwól dziecku wsypać do tej zupy sól czy pietruszkę, niech ma poczucie współtworzenia. Jeśli nie zje - trudno, z głodu nie zemrze, spokojna głowa, ale do następnego posiłku nie ma ratowania-się-byle-czym. Mamusia nie ugotuje naprędce chińskiej zupy i nie zamawia pizzy.
Staję okoniem do zdań powyżej niekoniecznie ex cathedra (zajmuję się jedzeniem niejako zawodowo) ale mam przykład z życia. Matka pięciu synów gotowała codziennie 6 różnych obiadów, bo każdy syn chciał na obiad co innego. Puenta: ugotuj dziecku zupę, którą polubi (dzieci przeważnie wybierają rosół, pomidorową albo ogórkową). Zapowiedz małżonkowi i wszystkim stołownikom, że mają zupę jeść ze smakiem i zachwalać, a jak się które skrzywi to nie dostanie żreć przez tydzień (ewentualnie inne groźby wg uznania).
Przyczyn niejedzenia jest mnóstwo, od prostej nietolerancji smaku (za słone, za ciepłe, nie ta konsystencja), prze rosnące zęby (spróbujcie gryźć bolącymi zębami!) po anoreksję (tak, tak, możliwa nawet u niemowląt!) i trzeba dużo cierpliwości, by sobie wypracować własny model. A odpuścić dopiero, gdy się wyczerpały inne możliwości...

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Gość, życzę Ci miłego dnia
MAKARBELIZMY
DOBRY SKLEP Z WŁÓCZKĄ
 
     
zonieczka 
Użytkownik aktywny
Monika



Kraj:
Spain

Autor tematu
Pomogła: 3 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 03 Wrz 2008
Posty: 790
Skąd: madryt

Medale: Brak

Wysłany: Pon 28 Lut, 2011 22:19   

Makarbella, bardzo Ci dziękuję za podpowiedzi. Ona ogólnie wszystko je, tylko te zupy się jej nie podobają. Najgorsze jest jednak to, że my czyli pozostali domownicy bardzo lubimy zupy i są one u nas w domu praktycznie co dzień.
Dzisiaj spojrzała na stół, potem na swoją miseczkę, zobaczyła zupkę i stwierdziła krótko "Nianiu nie". nie wolno

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
---------------------------------
http://www.zonieczka.fotosik.pl/
 
 
     
Makarbella 
Użytkownik aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 18 razy
Dołączyła: 26 Mar 2009
Posty: 332

Medale: Brak

Wysłany: Pon 28 Lut, 2011 23:35   

Prawdziwa Amelka... Upaja się władzą: wszyscy koncentrują się na niej, jest w centrum uwagi i kocha to Smile

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Gość, życzę Ci miłego dnia
MAKARBELIZMY
DOBRY SKLEP Z WŁÓCZKĄ
 
     
we_st 
Użytkownik b. aktywny
Weronika



Kraj:
Germany

Rangi dodatkowe:
przyjaciel

Pomogła: 40 razy
Wiek: 58
Dołączyła: 06 Mar 2007
Posty: 1690

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 10:19   

Ja bzm jednak radziła nie zmuszać dziecka do jedzenia. Samazup praktycznie nie jadam. W dzieciństwie potrafiłam nawet zwrócić na siłę podawaną zupkę. Być może do teraz mam awersję do tych dań. Dla rodziny gotuję. Sama zaś nie jem. Ot tak , bo nie mam ochoty.
Moja córka w dzieciństwie była niejadkiem. Problem miłam ja, przedszkolanki i moja mama. Ania najlepiej jadła u mojej siostry. W towarzystwie siostrzeńców wszystkie potrawz dosłownie znikały z talerza. Spróbuj podawać jej zupkę w trakcie zabawy, albo niech je z twojeo talerza. Jedno jest pewne, nic na siłę nie wolno

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Zapraszam na bloga http://westlandowo.blogspot.de/
 
     
danuta_50 
Użytkownik b. aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 18 Lut 2006
Posty: 1020
Skąd: Śląsk

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 12:29   

Nie polecam podawania jedzenia podczas zabawy.A już żadnego zagadywania i jedzenia za mamusię ,za tatusia i inne osoby lubiane przez dziecko.Może i nic się nie stanie jeśli dziecko będzie jadło jak wspomina we_st, z naszej miseczki ,talerza.Nie zmuszać bo przynosi odwrotny skutek i to praktycznie na całe życie ma się uraz.

  plus minus  Kto ocenił?
 
     
woalka 



Zaproszone osoby: 1
Kraj:
Poland

Rangi dodatkowe:
przyjaciel

Pomogła: 12 razy
Wiek: 51
Dołączyła: 06 Paź 2008
Posty: 677
Skąd: Gdańsk

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 12:51   

Moje doświadczenia potwierdzają to, co pisze danuta_50.
Bajki i zabawy rozpraszają i mały nie koncentruje się na tym, co powinien.
A zmuszanie jest ze szkodą i dla dziecka (jak pisze danuta_50 i inne dziewczyny - uraz) i ze szkodą dla mamusi (po dłuższym czasie stres tak narasta, że naprawdę trudno go z czymś porównać).
Nie demonizowałabym tego, przed czym przestrzega Makarbella, że
Makarbella napisał/a:
Dziś odpuścisz zupkę, jutro przymkniesz oko na słodycze po umyciu zębów a za parę lat pogodzisz się z tym, że z torebki znikają coraz większe kwoty.

Tzn. nie stawiałabym zmuszania do zupki w jednym szeregu z innymi rzeczami, którym nie powinniśmy pobłażać. W mojej ocenie to inna kategoria spraw. Inaczej jest, jak dziecko nie chce jeść w ogóle (to już duży problem, bo wiąże się ze zdrowiem), a inaczej, kiedy tylko fragmentu repertuaru (owoce, zupka, czy coś w tym rodzaju). W tym drugim przypadku zmuszanie w moich oczach graniczy z tresurą.
Lepiej odpuścić i odczekać. Warzywa starać się zastąpić w inych potrawach, np. na kanapkach. Ale nie od razu zamiast zupki, tylko w porach, kiedy normalnie jada się kanapki. Bo jak nie chce zupki, to nie, nie ma problemu, ale w tym momencie nie ma jedzenia niczego w zamian. Żadnych przekąsek, soczków przecierowych czy słodyczy.
I przede wszystkim podchodzić bez stresu. Tak, jak pisałam wcześniej - nie dać się wkręcić. Ja już doszłam do takiego stanu, że momentami miałam uczucie, że nienawidzę własne dziecko. Nonsens, ale tak było. Poddałam się presji teściowej, która podobno miała dwóch synów niejadków i teraz wnusio jest taki sam. Ale ona właśnie zmusza do jedzenia i ja też na początku robiłam tak, jak ona. A teraz mam na to zwis. Zabroniłam jej zmuszania i... Wiktor je lepiej bez tej atmosfery z presją. A ja rozumiem dlaczego miała dwóch synów niejadków...

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
woalka

http://za-woalka.blogspot.com
 
     
iwi 
Użytkownik aktywny



Kraj:
Poland

Rangi dodatkowe:
przyjaciel

Pomogła: 21 razy
Wiek: 48
Dołączyła: 19 Wrz 2005
Posty: 421
Skąd: Śląsk

Medale: 1 (Więcej...)

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 13:46   

A może nie lubi jedzenia w takiej konsystencji?

Może wypije wywar warzywny, rosołek czy barszczyk z filiżanki?
A warzywa osobno na talerzyku np. pokrojone w kosteczkę.

A co do jedzenia przy zabawie to ja popełniłam ten błąd.
Synek potem jak był głodny przynosił zabawki i książeczki.
Dłużej też trwała nauka samodzielnego jedzenia.

Powodzenia życzę bye

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Gość zapraszam do obejrzenia moich prac:
http://iwi.artveo.pl/
galeria http://maranciaki.pl/forum/viewtopic.php?t=3620
frywolitki http://maranciaki.pl/forum/viewtopic.php?t=7675
blog http://iwonawlasnorecznie.blox.pl/html
 
     
zonieczka 
Użytkownik aktywny
Monika



Kraj:
Spain

Autor tematu
Pomogła: 3 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 03 Wrz 2008
Posty: 790
Skąd: madryt

Medale: Brak

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 14:08   

Właśnie wróciłam od koleżanki u której byłam świadkiem zmuszania dziecka do jedzenia. No cóż mała wszystko z talerza zjadła, a na koniec wszystko zwróciła... A samo jedzenie powiem Wam szczerze wyglądało dość dziwnie, tzn. bajka w tv, zabawki na stole, płacz i krzyk na zmianę.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
---------------------------------
http://www.zonieczka.fotosik.pl/
 
 
     
maranta 



Kraj:
Poland

Pomogła: 68 razy
Wiek: 58
Dołączyła: 01 Cze 2005
Posty: 6004
Skąd: Gdynia

Medale: 2 (Więcej...)

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 14:42   

Byłam klasycznym niejadkiem. Jako niemowlak podobno nic nie chciałam jeść- czy to mamy pokarm czy cokolwiek innego- albo zaciskałam buzię i odwracałam głowę, albo plułam, wypluwałam większość tego czym próbowano mnie nakarmić.
Dlaczego- nie wiem, nie pamiętam nie wiem

Potem jadłam niewiele, starczały mi dwa, trzy gryzki, żeby się najeść. Nigdy nie czułam głodu.
Nie podjadałam między posiłkami, bo jeść mi się nie chciało niezależnie od tego czy czekolada czy obiad- nie głodna i już Very Happy

Jednak brak apetytu to jedno a potworna niechęć do niektórych potraw to już inna sprawa.

Sama na własnej skórze przekonałam się wiele razy jaki organizm ludzki jest mądry i wystarczy tylko go posłuchać.

Od małego odrzucał mnie zapach selera, a wyczuć to ja go już dobrze potrafiłam- zupy czy czegokolwiek z zawartością choć odrobiny selera nie tykałam.
Nie pomagało przekonywanie mnie, że seler jest bardzo zdrowy.
Owszem, chciałam się kilka razy przełamać, zrobić mamie przyjemność i zjeść selera choć ciutek, nieraz zmuszałam się, żeby choć kawalątek tego wroga wyłowionego z zupy przełknąć.

Zawsze był to seler gotowany i... Bogu dzięki...

Byłam już po dwudziestce, gdy mama mnie namówiła, żebym trochę zdrowej surówki z selerem zjadła.
Tym razem seler surowy.
Ciutek na widelcu, do buzi i połknięte- nie smakuje, ale da się zjeść, znowu ciutek na widelcu, do buzi i... piekielne palenie gorsze niż bym się chrzanu najadła, ale przełknełam i za chwilę język, wargi zapuchnięte, palenie w przełyku, dalej ból żołądka taki, ze oddechu złapać nie mogłam, dreszcze, gorączka... bardzo silna reakcja alergiczna, ale tak silna, że gdybym więcej tego selera zjadła, to lekarz powiedział, ze zanim pomoc by dotarła mogłabym sie udusić.
Druga identyczna przygoda z ananasem.
Nienawidziałam, zapachu, smaku. Niekiedy ktoś mnie poczęstował rarytasem- kompotem z ananasa. cierpiałam i łyczka przez grzeczność przełykałam.
Gotowany, przetworzony- pół biedy- najwyżej warga spuchła.

Byłam akurat w Kijowie i ktoś mnie poczęstował surowym ananasem- momentalna wysypka na całym ciele i gorączka prawie 40 stopni i obrzęk.

Lubiłam rosół z kury, ale zawsze po nim się źle czułam, musiałam cuda na strawienie łykać.
Dopiero teraz na stare lata gastroenterolog mi palnął kazanie, że mnie nie wolno jeść rosołu i żadnych wywarów z mięs.
Faktycznie- zupki czysto roślinne o wiele lepiej znosiłam niż te na mięsie czy na kości.

Gdy byłam nastolatkę miałam od czasu do czasu nagłą chęć zjedzenia czegoś słonego.
Potrafiłam samej soli w takim momencie się najeść.

Okazało się, ze nie dość, że jestem niskociśnieniowcem, to często miałam ciśnienie na granicy zapaści. W szpitalu wiele razy mi wpisywali- nieoznaczalne Very Happy
Sól ciśnienie podnosi- kto wie, może właśnie tego w konkretnym momencie potrzebowałam.

W końcu któryś lekarz mojej mamie powiedział- jeśli czego chce, to niech to je- widocznie tego organizmowi potrzeba, nie zmuszać do niczego, bo można krzywdę zrobić.
Malutkie ilości różnorodnych potraw.

Teraz powinnam przestrzegać bardzo rygorystycznej diety- praktycznie wszystko mi z jadłospisu wywalili wesoło mi
Nadal słucham własnego organizmu- jak na coś mam chęć, to jem i jem tylko wtedy gdy czuję głód a nie z nudów czy dla towarzystwa Wink

Zonieczko- nie twierdzę, ze Twoje dziecko jest na coś uczulone, czy coś jej szkodzi, napisałam tylko jak to ze mną- niejadkiem- było. Nie znałam smaku selera- odrzucał mnie już sam jego zapach, instynktownie czułam, że mam tego nie jesć i już.

Przyczyn może być wiele. Dziecku zupa może się jakoś źle kojarzyć, może się kiedyś zakrztusiła, może kiedyś spróbowała za gorącej, może nie lubi słonej- nie wiadomo.
Jeśli będziesz ją namawiała, to wystarczy jedna, dwie łyżki- nic na siłę.
Ważne, ze inne rzeczy zjada, więc nie grozi jej niedożywienie.

Każdy ma prawo coś lubić i czegoś nie lubić.
Moja Kizia uwielbia ser (nie jest to zdrowe dla kota), Mizia sera nienawidzi. Bliźniaczki, wychowywane razem a mają całkiem inne smaki Wink

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Pozdrawiam, Anna
http://maranciaki.pl
Galeria prac:
http://maranciaki.pl/galeria.htm
Blog: http://maranta.blox.pl
 
 
     
avante 
Użytkownik aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 40 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 28 Lip 2007
Posty: 794

Medale: Brak

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 15:17   

zonieczka, a może jej te zupki po prostu nie bardzo smakują? Może jest za mało słona albo ma za mało przypraw? A może jest dla niej zbyt pikantna? Zauważyłam, że mojej córce o wiele bardziej smakują zupy do których dodawałam listek laurowy i ziele angielskie. Kiedyś też nie chciała jeść zup a teraz potrafi zjeść 1,5 litra zupy na dzień. I sama woła, żeby jej przygrzać zupy.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Zapraszam na mój blog http://beva-handmade.blogspot.com/
moje prace http://avante.fotosik.pl/albumy/341269.html
http://picasaweb.google.ru/ewisko/MojeSerwetki#
 
     
zonieczka 
Użytkownik aktywny
Monika



Kraj:
Spain

Autor tematu
Pomogła: 3 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 03 Wrz 2008
Posty: 790
Skąd: madryt

Medale: Brak

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 16:15   

Powiem Wam, że nie wiem dokładnie jakie jej smakują a jakie nie, bo ona nawet nie chce ich spróbować. Wydaje mi się też, że konsystencja raczej jej odpowiada, bo przecież płatki z mlekiem je. Kiedyś spróbowała pomidorowej od męża z talerza i jeden jedyny raz zjadła ogórkową.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
---------------------------------
http://www.zonieczka.fotosik.pl/
 
 
     
lamika88 
Gaduła ;)



Kraj:
Poland

Rangi dodatkowe:
przyjaciel

Pomogła: 24 razy
Wiek: 37
Dołączyła: 02 Sie 2007
Posty: 5903
Skąd: Zielona Góra

Medale: 2 (Więcej...)

Wysłany: Śro 02 Mar, 2011 18:07   

Ja kiedyś też byłam niejadkiem i mi na siłę wszyscy jedzenie wciskali puknąć się A teraz jem więcej niż mój tato chociaż w ogóle tego po mnie nie widać hahahihi hahahihi I co najważniejsze jem wszystko... Nie ma takiej rzeczy której bym nie lubiła przynajmniej z tych, które do tej pory jadałam wesoło mi Dziecko musi chyba wyrosnąć z tego "niejadkowania" tak jak ja wyrosłam bye

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Nowe miejsce w sieci:
http://lamikahandmade.blogspot.com/

Moja galeria:
http://picasaweb.google.com/lamika88

Mój blog:
http://lamika88.blogspot.com/

Tutaj gotuję:
http://lamika88gotowanie.blogspot.com/
 
     
Grażyna 



Kraj:
Poland

Rangi dodatkowe:
przyjaciel3

Rangi:
przyjaciel

Pomogła: 102 razy
Dołączyła: 02 Sie 2005
Posty: 8050
Skąd: z Bełchatowa

Medale: 2 (Więcej...)

Wysłany: Czw 03 Mar, 2011 15:38   

Dobrym sposobem sa też nagrody. Jak pracowałam w przedzkolu, to byłam zadziwiona, że ilejedzenia kucharka przyniosła, to tyle wracało na kuchnie w postaci zlewek. Dzieci nic nie jadły, bo mówiły, że nie lubią. Zmuszać nie chciałam, bo widomo - wymioty, więc zrobiłam nagrody. Wycinałam z gazet kolorowe dzieciece obrazki, naklejałam na małe karteczki i kto zjadł obiadek dostawał nagrodę. Potem w nagrody włączyli się rodzice. Jedni przynosili lizaki, inni zakladki do ksiazki, były też kolorowe magnesiki na lodówkę i tak powoli doprowadziłam w czterolatkach, że wszystkie talerze po obiedzie były puste.

Też byłam niejadkiem. Moi rodzice byli bardzo surowi. Tata siedział na przeciw mnie z pasem i obrywałam za to, że nie jem. Potrafiłam dostawać lanie,godzinami trzymać żacie w policzkach aż wyschło na wióry. Mama pilnowała, więc o wypluciu nie było mowy. Wolno było mi tylko zostawić ziemniaki na talerzu. Mięso i surówka była obowiązkowo do zjedzenia. z czasem sie wycwaniłam. Wkladałam mięso pod kartofle i przyklepywałam. Lubię mięso ale nie potrafie zjeść tłustego, do tej pory wymioty murowane. Moja córka podobnie sie zachowywała. Nie zmuszałam jej, bo sama wiedziałam, jak to jest z jedzeniem, którego sie nie lubi. Ale często miałam sytuacje, że cała rodzina skakał, spiewała, grała na pokrywkach, zeby tylko dziecko otworzyło buzię i cokolwiek zjadło. Obecnie moje dzieci jedza wszystko. Lubia nawet tłuściny. O skórę z kurczaka gotowanego nawet się biły. Zawsze zstanawiam się, skąd im to się wzięło. Ja przecież ich tego nie nauczyłam. Nie nauczyłam ich jesc owocowych zup, bo sama nie lubię. One tego też nie lubią. Preferują raczej dania o smaku chińskich potraw, a ja z mężem nie. znaczy to, że smaki się zmienija.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
mój albumik http://grazyna1.fotosik.pl/albumy/3996.html
drugi album z pracami http://blouses.fotosik.pl/albumy/706533-9.html
Mój blog: http://handmadebygrazyna.blogspot.com/
https://www.facebook.com/grazyna.szczepaniak.58
 
     
avante 
Użytkownik aktywny



Kraj:
Poland

Pomogła: 40 razy
Wiek: 45
Dołączyła: 28 Lip 2007
Posty: 794

Medale: Brak

Wysłany: Czw 03 Mar, 2011 15:53   

Znajomy miał taki sposób, że jak mama wyszła na chwilę z pokoju to mówił do córki: "chodź podkradniemy trochę z talerza mamusi". Takie podobno jest smaczniejsze. Ale to chyba niezbyt wychowawcze było.

  plus minus  Kto ocenił?
_________________
Zapraszam na mój blog http://beva-handmade.blogspot.com/
moje prace http://avante.fotosik.pl/albumy/341269.html
http://picasaweb.google.ru/ewisko/MojeSerwetki#
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


Ponieważ na forum pojawia się coraz więcej materiałów, zdjęć, itp.,
 proszę każdego, kto będzie miał jakiekolwiek zastrzeżenia odnośnie naruszenia praw autorskich o kontakt ze mną.
 Postaram się jak najszybciej materiały tego typu usunąć lub jeśli to będzie możliwe uzyskać zgodę na ich publikację.

Jednocześnie informuję, że administrator forum nie odpowiada za treść wypowiedzi innych użytkowników,
 a tym samym nie może być pociągany do odpowiedzialności za owe wypowiedzi.

maranta

  Liczniki na bloga

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 32