|
Mój futrzasty przychówek |
| Autor |
Wiadomość |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Pią 04 Lip, 2008 21:45 Mój futrzasty przychówek
|
|
|
Oprócz haftowania mam jeszcze jedną wielką pasję - koty i psy, a właściwie wszystkie zwierzęta. Z powodów oczywistych mam ich niewiele.
Zaczęło się od psa. Dostałam od przyjaciółki suczkę - puli. Była maleńka, mieściła się w rękaw kurtki syna. Zadziałaliśmy z zaskoczenia, bo mój pan mąż ze względu na alergię nie bardzo się zgadzał. Kejunia od pierwszej minuty zawojowała go, objęła w posiadanie i tak pozostało do końca.
Był to nacudowniejszy pies na świecie, suczka o wielkim sercu. Jako owczarek węgierski musiała mieć do pilnowania stado. Gdy jej sistrzyczka wyprowadziła się daleko to ona poszukała sobie następnych osobników do kochania i pilnowania. Były to koty. Koty podwórzowe. I tu historia zaczyna pasować do głównego wątku.
Pewnego mroźnego, listopadowego popołudnia Keja nie chciała wejść na klatkę schodową, bo na wycieraczce zewnętrznej leżały dwa zwinięte w kłębuszek kotki. Specjalnie nie uciekały, ale były dzikie. By mój pies zechciał łaskawie wejść do domu musiałam wpuścić koty na klatkę ( do piwnicy). Po wejściu na trzecie piętro do mieszkania szybko przygotowałam jedzenie dla piwnicznych lokatorów no i wodę. Maluchy były mocno wygłodniałe, bo na sam zapach mięsa wybiegły z jakiegoś boksu.
Nie będę opisywać co się działo z lokatorami parteru, bo to istny kryminał.
Efekt końcowy był taki, że biało bura kotka - Melania i czarno - biały kocurek Benuś zawędrowały do mnie.
Benuś, choć był kotkiem naręcznym, przytulakiem niesamowitym, nie chciał być w domu na stałe. Co innego z Melcią.
No i miałam w końcu trzy zwierzaki. Efekt był taki, że gdy wychodziła Kejunia na spacer to na podwórku pojawiały się chyba wszystkie koty z okolicy. Szły razem z moją sunią też na spacer. Nie daj Boże by pokazał się jakiś inny pies. Koty pokazywały swój obrończy instynkt.
W ogródku, przy wejściu na moją klatkę była wykonana ( przez dozorcę )wspaniała buda dla kotów. Od środka wyłożyłam ją styropianem i dodatkowo udawało mi się zdobyć słomę. Kotkom było ciepło. Mieściło się tam 12 kotów. Kiedyś liczyłam ogonki, które na przemian wystawały z wejścia.
1) Oto Kejunia
2) Tu kotunio Jaś, syn Melanii z Kejunią
3) Jaś z Leosiem, synkiem Ziuty, córki Melanii
4) Melania po sterylce
5) Leoś z Drotusiem, tym od ogonka na bieżniku
6) Ziuta, pierworodna Melaśki
Nie ma już z nami ukochanego Jasia i Kejuni. Do tej pory krwawi mi serce, ale taki jest nasz los.
|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Nie 06 Lip, 2008 10:51
|
|
|
Relana, z wielką przyjemnością przeczytałam Twój post-opowieść
żeby więcej takich ludzi było jak Ty to nie było by tyle kocich nieszczęść
ja też mam kocurka Kajtusia i nie wyobrażam sobie mojego świata bez kota
śliczna jest Twoja gromadka

|
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Nie 06 Lip, 2008 16:05
|
|
|
To nie koniec mioch zmagań z futrzakami. Miałam problem z nimi, bo one są kochliwe i przybywało mi pokaźne stadko podopiecznych . Wszyscy znajomi, rodzina w niedługim czasie byli nasyceni pięknymi mordaskami a ja miałam coraz mniej pieniędzy . Z pomocą przyszła moja przyjaciółka Joanna, która była chyba większą zwariowaną, bo w małej kawalerce miała dwa wilczury, suczkę szarpejkę ( piszę fonetycznie ) wraz z siedmoikrotnym przychówkiem, dwa koty w tym norweską leśną panienkę, oraz klatek z ptaszkami nie zliczę i dwa akwaria. Otóż rzeczona Joasia miała gdzieś tzw metę na taniutkie mielone mięso dla zwierząt. Ja oczywiście szybciutko podłączyłam się i tym sposobem uratowałam się przed bankructwem.
W tym samym czasie moja gmina wprowadziła w życie program ochrony zwierząt. Nota bene byłam jedną z tych, którzy opracowali go i wprowadzili w życie . Polegało to na tym, że z naszych schronisk można było adoptować zwierzątko, gmina emerytom, ubogim pomagała w zakupie karmy. To dotyczyło psów, bo koty wolno bytujące były objęte programem trochę innym.
Były osoby, które zajmowały się karmieniem kotów. Należało zarejestrować takie gniazdo i karmiciele otrzymywali pokarm. Wyznaczono także lecznicę, w której odbywała się sterylizacja i kastracja. To spowodowało znaczne ograniczenie rozmnażania się kotów. Program ten po zlikwidowaniu mojej gminy( stała się dzielnicą) został zaadoptowany przez władze miasta i z pewnymi oporami, zmianami istnieje do dziś.
W tym czasie na stałe wprowadziła się do domu Melania wraz ze swoją pierworodną - Ziutą. Niestety Benuś zmienił rewir. Został chyba wykopany przez silniejszego kocura. Melcia zaś po prostu szukała miejsca na poród. Znalazła na moich stopach. Tak przyszedł na świat mój ukochany Jaś . Został sam z całego miotu. Za dwa dni urodziła Ziuta w posłaniu Kejuni, ale kotki były mikrusie i nie przeżyły.
Teraz zaczął się cyrk, bo kocice na stałe przeniosły się do mojej suni, oczywiście wraz z maleństwem. Na początku kradły go sobie na wzajem. Ja, po wrzaskach malucha domyślałam się gdzie on jest. Potem pogodziły się i obie karmiły co dało taki rezultat, że Jaś ledwo chodził . Wyglądał jak baleron na cieniutkich nóżkach. Za to urósł na wielkiego kota, ale też o wielkim serduszku. Przyjmował pod swoją opiekę każdą znajdkę. Nigdy nie parsknął na maluszka. Niestety, obrywała, i to bardzo Ziuta.
O Ziucie następnym razem.
To mój wspaniały kotuś Jaś.

|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Nie 06 Lip, 2008 18:42
|
|
|
Relana, znowu z wielką przyjemnością przeczytałam twój post tak ładnie napisałaś
o pomocy biednym tak bardzo tępionym przez innych kocich czy psich nieszczęśc
a Twój ulubieniec Jaś to wypisz wymaluj mój Kajtuś ,tez jest dużym dorodnym kocurkiem tylko popatrz jak są do siebie podobni

|
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Nie 06 Lip, 2008 21:11
|
|
|
Zosiu 32, aż mnie dreszcz przeszedł. Rzeczywiście, jakby dwaj bracia, bardzo podobni. Dużo głasków dla cudnego futrzaczka. On ma w oczach to coś, co miał i mój Jasiunio. 
|
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Nie 06 Lip, 2008 21:30
|
|
|
Kajtuś ma całuśną kropkę na nosku. Jest potężnym menem.
Oto Zitka, pierworodna córcia Melanii. Melcia w pierwszym miocie miała dwie dziewczynki. Przyszły na świat w piwnicy i zostały wyprowadzone na ogródek w wieku dwóch miesięcy. Miały tam dobrze. Jedzonko, wodę, budkę i bezpieczeństwo. to były dzikie kotki. Po podrośnięciu siostra Ziuty, Młynareczka zaczęła wypuszczać się poza ogródek. To okazało się nie najlepsze. Najpierw ktoś oblał ją chyba benzyną, bo śmierdziała, potem musiał ktoś ją kopnąć, bo kulała. Od tego czasu nie wychodziła poza ogrodzony teren, ale straciła do ludzi zaufanie. Po roku urodziła jedną koteńkę Basię, która jest u mojej przyjaciółki. Młynareczka odchowała swoją córeczkę i w niedługim czasie odeszła do lepszego świata. Ziuta zaś już w tym czasie była u mnie w domu, bo w wieku 8 miesięcy przywędrowała na trzecie piętro i drapiąc w drzwi oznajmiła, że będzie tu mieszkać. Okazało się, że ktoś wpuścił ją na klatkę a ta odnalazła odpowiednie drzwi. Była chora. Bardzo chora. Przesiedziała trzy doby w kąciku, nie jadła, nie piła. Potem, po tym czasie podeszła do miseczki z wodą, wypiła bardzo dużo i poszła do kosza. Spała dobę. Organizm zwalczył chorobę, ale pozostał jej chrapliwy oddech, ma polipy w nosku. Poza tym, że jest grubaskiem nic jej nie jest. 
|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Pon 07 Lip, 2008 18:45
|
|
|
Relana, śliczna kicia , napisz jeszcze coś o swoim kocim stadku 
|
|
|
|
 |
uska3
Użytkownik średnioaktywny Ula


Kraj:

Rangi dodatkowe:

Pomogła: 12 razy Wiek: 61 Dołączyła: 24 Lip 2006 Posty: 233 Skąd: Myszków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Śro 09 Lip, 2008 11:45
|
|
|
Relana piękne miziaste stadko masz naprawdę wielkie serducho Uwielbiam patrzeć na szczęśliwe zwierzaczki
Zosiu Twojego "budryska" juz widziałam na fotosiku ...cudny bambaryłek
a to mój Rudolfinek, też zabrany z piwnicy , przez rok chorował na nereczki ale teraz już jest OK i mam nadzieje, że tak zostanie
tutaj ze swoim kolegą Frankiem, który często przyjeżdza w odwiedziny ze stolicy
a tu Kajtuś mojej Mamy ...ma 17 lat a zachowuje sie jak małe kocie

|
_________________ Pozdrawiam serdecznie  |
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Czw 17 Lip, 2008 16:53
|
|
|
Wiecie, zanim tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że należy zrobić porządek z "hucią "mojego stadka trochę czasu upłynęło a i przychówek się zwiększył. Jak już pisałam seniorka Melcia obdarzyła moje nogi swoim potomkiem. Pierwszy raz byłam świadkiem porodu, dziko - kociego. W tamtym czasie Melcia nie pozwoliła nikomu dotknąć się i zbliżyć na odległość ręki. Siedziałam jak przysłowiowa żona Lota bojąc się by kocica nie zrobiła czegoś o co będę miała do siebie pretensję. Powinnam rozsądnie pomyśleć, że skoro zaczęła rodzić i leży a właściwie ciągle przemieszcza się na moich stopach to znaczy, że ma jakieś zaufanie. Wreszcie przyszedł na świat jej potomek. Jako rasowa mamuśka zdała egzamin celująco a potem jeszcze trzy razy. W tym czasie powiadomiłam swojego weta, który przybył następnego dnia. Został mi tylko jeden kociaczek - Jaś.
Potem przybył Leoś, synek Zity. Troje rodzeństwa Leosia poszło "do ludzi" czyli zostali obdarzeni kotkami moi przyjaciele. Potem dowiedziałam się, że dopiero gdy przybył do ich rodzin potomek koci to dowiedzieli się jak bardzo lubią koty. Nie zdarzyło mi się by ktoś zwrócił kotka. Jedynym wyjątkiem był Leon, ale też jedyny raz oddałam kotka nieznajomemu, ale z polecenia.
Oczywiście, zastrzegłam, że jeśli coś będzie nie tak to proszę o zwrot kota.
Kot wrócił następnego wieczora ze słowami: proszę pani, bardzo nam się kotek podoba, ale on jest chory, wogóle nie chodzi. Nie ma czucia w łapkach. Ja o mało nie dostałam zawału. Wyciągam biednego Leosia z torby a ten....chodu do sypialni pod łóżko. Już go nie oddałam. Widać tak było mi pisane.
Leosia z podwórka zabrał do domu mój pan mąż. Od początku pokazywał mi jak on się pięknie porusza, jaki zgrabniusi.
Zabrał go - dzikuska- bo coś mu się nie podobał. Miał jakieś przeczucie, że nie wszystko jest w porządku. I miał rację. Leoś był ciężko chory. Zapalenie płuc. Ledwo go odratowaliśmy. Najpierw kot był za słaby by okazywać jakieś uczucia, potem był obrażony, że kłuje się kota a potem gdy mu się pogorszyło, i to bardzo to gdy był rekonwalescentem kochał nas miłością jedyną bo to ludzie go uratowali. Tak jest do dzisiaj.
Leosia trzeba było nauczyć, że nie gryzie się ręki, która głaszcze, nie drapie się pazurami do krwi, że fajnie jest jak czeszą futerko. :boks: Zanim przestał z nami walczyć to chodziłam ze sznytami po pazurach nie tylko na rękach. Nawet pleców mi nie oszczędził. "Skoro z tej wysokości lepiej widać a duża zasłania to skoczę i zobaczę co się tam dzieje".
Ale żaden kotuś tak nie mruczy jak Leoś, żaden tak się nie przytula jak Leoś, żaden nie nauczył się chować pazurków jak Leoś, żaden tak delikatnie nie przytrzymuje ząbkami jak Leoś. Leonek jest cudny.
Leonek jest chory. Ma jakiegoś wirusa w pyszczku a właściwie na dziąsełkach. Ma tzw naroślaki. Wiele ząbków trzeba było usunąć. Czeka go chyba wyrwanie pozostałych ząbków. Boję się by się nie odkochał po takiej traumie.

|
|
|
|
 |
uska3
Użytkownik średnioaktywny Ula


Kraj:

Rangi dodatkowe:

Pomogła: 12 razy Wiek: 61 Dołączyła: 24 Lip 2006 Posty: 233 Skąd: Myszków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Pią 18 Lip, 2008 06:17
|
|
|
Leoś jest śliczny , zdrówka życzę jemu i oczywiście Tobie również 
|
_________________ Pozdrawiam serdecznie  |
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Pią 18 Lip, 2008 10:44
|
|
|
Relana, Kochany śliczny Leoś , tak ładnie nam o nim napisałaś , napisz coś jeszcze o swoim stadku tak dobrze jest czytać takie opowiadania 
|
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Wto 22 Lip, 2008 16:45
|
|
|
Miałam trzy koty w domu, które pilnowały psa. Pies a raczej suczka rasy puli lekko podrasowionej była największym moim zwierzęcym szczęściem . Kochało to zjawiskowe cudo wszystkich, bez wyjątku . Każdy, kto zobaczył moją Kejunię był nią zachwycony, nie przez urodę, choć była niczego sobie, ale dla jej cech psychicznych.
Mojej suni, gdy jeszccze blisko miała swoją mamę i siostrę, niczego do szczęścia nie brakowało . Do dwóch lat swego życia razem chodziły na spacerki, wybieganie się no i nieszczęsne tarzanie się w różnistych zapachach . Z całej trójki ona najbardziej to uwielbiała i natychmiast biegła do mnie pochwalić się . Po pewnym czasie skończyło się wychodzenie na pola pod las, miasto zaczęło się rozrastać i w tamtym kierunku.
Potem mama Cuma odeszła . Siostra Koja wyprowadziła się. Zostało dużo wolnego miejsca w serduszku mojej suni no i za małe stado do pilnowania .
Szybko rozejrzała się po okolicy, zobaczyła koty.
Tak to się zaczęło. Kot i pies telepatycznie porozumiały się. Miałam już w tym momencie przechlapane.
Jeszcze za swego życia Kejunia zobaczyła Jasia, który zawładnął jej posłaniem. Potem to nie wiedziałam czy to sunia pilnuje kotów czy to one nią się opiekują. To jakoś się zazębiało.
Moja sunia żyła 15 lat. Do tej pory brakuje mi jej. Drugi, w wieku siedmiu lat odszedł Jasio.
Ostatni kotek, który do nas trafił to Drotuś.
A było to tak: moja synowa pracowała w agencji reklamowej, która mieściła się w wielkiej willi. Był początek września i tego dnia była piękna pogoda, więc rozmowy odbywały się na tarasie, z którego widać było przyjeżdżające do agencji samochody.
W pewnej chwili Dorotka wystrzeliła jak z procy z tego tarasu, bo na parkingu pokazał się malutki cudny kotek . Może miał dwa miesiące. Nie można było go tak zostawić.
Na dalsze rozmowy powróciła z kotkiem. Mały był wyjątkowo cierpliwy, bo dotrwał tak do popołudnia. Potem Dorotka przywiozła go do mnie na parę dni. Był zapchlony, oczywiście zarobaczony i potwornie głodny.
Wiadomo, lecznica, szczepienia itp. Długo maluszek nie mógł się najeść, ale był też spryciula. Trzeba było pilnować kanapek, bo chwila nieuwagi i już był na szafce by zlizać masełko, połknąć wędlinkę, w całości. O dziwo nie krztusił się.
Wybrańcem Drotusia był Leoś. Właściwie oba chłopaki do siebie przylgnęły jak prawie dwie połówki. Było tak, że jedna miska, jedna poduszka, wszystko razem. Nawet do kuwety. Kochały się, to było widać. Właściwie jest tak do tej pory.
Najbardziej traumatycznym przeżyciem związanym z Drotusiem była jego kastracja.
Sam zabieg przeszedł sprawnie i szybko. Schody zaczęły się gdy wet kazał mi przychodzić przez tydzień na zastrzyki.
Nie jestem lekarzem, więc przychodziłam. Po drugim zastrzyku było niepokojąco, po trzecim źle. Na czwarty nie przyszłam tylko pojechałam do Lecznicy Małych Zwierząt do SGGW. Tam ratowałi Drotusia prawie 12 godzin. Miał obrzęk płuc, zatrzymał się mocz.
Po leczeniu szybko doszedł do siebie. Prawdopodobnie wet koło mnie niepotrzebnie podawał antybiotyk, w dodatku niewłaściwy. Tu chodziło o kasę, co potwierdziło się przy leczeniu mojej suni a w szczególności kotka Jasia.
To duży Leoś z małym Drotusiem
Tu oba kocurki na parapecie, muszą przecież wszystko zobaczyć z takiej samej perspektywy.
To malutki Drotuś, od małego musiał wszędzie wejść, a poza tym papier fajnie szeleścił.
To leniwy Drotunio w całej okazałości. Ulubione miejsce to stół. Mój małżonek uważa, że skoro sobie wybrał to miejsce to człowiek musi się z tym pogodzić.
To męski dyktat. 
|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Pią 25 Lip, 2008 22:21
|
|
|
Relana, śliczna kocia rodzinka aż miło popatrzeć i poczytać

|
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Sob 26 Lip, 2008 21:10
|
|
|
Mam problem. Otóż moje kocie dzieci odmówiły jedzenia. Jeszcze trochę mięska zje Melcia, Ziuta przy misce więcej nasapie się niż zje a chłopaki protestują. Podsuwam bambaryłom świeżą wołowinkę, mamię malutkimi kawałeczkami a tu nic. Zeskakują z taboretów i z głośnym wymyślaniem mi idą do pokoju. Na nic moje zachęcania, a wiem , że głodni, protestują i już. Może to upał? Zostawiam w miseczce pokaźną porcję na noc, ale czy to chłopstwo je nie jestem w stanie ustalić.
Dziś jest czwarty dzień głodówki a właściwie pseudo głodówki, bo moje futrzaki cały czas mają "szwedzki bufet" w postaci chrupek. Tego też mało ubywa.
Zastanawiam się, może to mięso jest jakieś niezjadliwe. Może wół był faszerowany sterydami czy antybiotykami? Nie wiem. 
|
|
|
|
 |
uska3
Użytkownik średnioaktywny Ula


Kraj:

Rangi dodatkowe:

Pomogła: 12 razy Wiek: 61 Dołączyła: 24 Lip 2006 Posty: 233 Skąd: Myszków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Pon 28 Lip, 2008 07:30
|
|
|
Relana, co z kotusiami?? czy zaczeły jeść??
Upał napewno ma wpływ na jedzenie ale kilka dni bez jedzonka może już zaniepokoić. Tak było u mojego Rudolfinka, jeśli jeszcze nie zaczęły jeść to ja bym nie zwlekała i poszła do wet.Lepiej sprawdzić . Napisz co tam z kotusiami .
Pozdrawiam i zyczę zdrówka i wylizanych do czysta miseczek 
|
_________________ Pozdrawiam serdecznie  |
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Wto 29 Lip, 2008 11:59
|
|
|
Moje cztery potwory chciały mnie wziąć głodem . Gdy zastosowałam podstęp w postaci schowania chrupek na noc to rano rzuciły się do obrzydliwego wg nich mięska. Najdłużej opierała się 18 letnia Melania, ale i jej " kiszki marsza grały", więc przeprosiła się z michą.
Co prawda zjadły połowę tego co zwykle, ale już w południe Melcia spojrzała mi głęboko w oczy i, chyba telepatycznie, zakomunikowała - odstaw te robótki i daj coś na ząb. :wesolek:
Jako zdyscyplinowana dwunożna podniosłam się bez zbędnego ociągania i ..........znowu protest przeciwko wołowince.
Wyjęłam więc puszeczkę z pasztecikiem, nota bene chętnie ją nie tak dawno jadła, polizała troszkę i znowu patrząc mi w oczy przekazała: jestem głodna.
Wyjęłam z zamrażarki polędwiczkę wołową, rozmroziłam, pokroiłam - przybiegły wszystkie cztery i wtrząchnęły, aż miło.
Z tego chyba wniosek, że wołowina do utylizacji, mimo, że organoleptycznie nic nie wskazywało na to by była zła.
Chyba mam kotuchny, które są najlepszym probierzem przydatności do spożycia przez ludzi produktów mięsnych sprzedawanych przez naszych rolników.
Wołowinę dla kotów kupuję na bazarze, cały czas w tej samej jatce. Nie miałam nigdy takich problemów. 
|
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Nie 19 Paź, 2008 21:46
|
|
|
No, moje futrzaste znowu mnie terroryzują. Przede wszystkim staruszka Melania. Gdzie usiądę tam Melania jak z pod ziemi pokazuje się i chop na kolana. Jak to futro się wdzięczy, jak daje do zrozumienia, że ludź ma ręce do głaskania a nie do jakichś robótek. Gdy ociągam się to mnie małpiszon gryzie. Nie ma zębów, więc to jest pocieszne dla mnie, ale ona ma w zanadrzu tajną broń - pazury. Po chwili, jak się nie poprawię natychmiast mnie karci.
Wieczorem to dopiero zaczyna się. Na wyścigi, kto pierwszy do poduszki. Najczęściej wygrywa Drotuś. Pozostałe zadawalają się leżeniem na kołdrze. Ja muszę leżeć sztywno, nie ruszać się, bo całe "kotowo" protestuje, i to głośno. Warczą na mnie. 
|
|
|
|
 |
woalka


Zaproszone osoby: 1
Kraj:

Rangi dodatkowe:

Pomogła: 12 razy Wiek: 51 Dołączyła: 06 Paź 2008 Posty: 677 Skąd: Gdańsk
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Wto 21 Paź, 2008 11:03 Rewelacja
|
|
|
Relana
Uwielbiam te pisane przez Ciebie historyjki o kociej rodzince!!!
To musi być wielka radość patrzeć jak się bawią, kłócą, rywalizują i kochają
Sama mam tylko jedną kotuchnę - 2-letnią, puchatą Lili. Ale mam też 10-mies. synka.
Odkąd mały zaczął chodzić na czworaka zauważam nową jakość w zabawach kotuchny
Ale to i tak nie to samo, co zabawa pomiędzy gromadką kociaków.
Opowiadaj o tym jak najwięcej, bo pięknie to robisz.
Wierna czytelniczka ))
|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Wto 21 Paź, 2008 14:33
|
|
|
Relana, | woalka napisał/a: | | Uwielbiam te pisane przez Ciebie historyjki o kociej rodzince!!! |
| woalka napisał/a: | | Opowiadaj o tym jak najwięcej, bo pięknie to robisz. |
Tak Tak pisz jak najwięcej lubię czytać takie historyjki 
|
|
|
|
 |
stora
Użytkownik małomówny

Kraj:

Rangi dodatkowe:

Pomogła: 1 raz Dołączyła: 05 Lip 2008 Posty: 73 Skąd: Sztokholm
Medale: Brak
|
Wysłany: Wto 21 Paź, 2008 14:40
|
|
|
Relana pisz, pisz... robisz to w bardzo interesujący sposób. Uwielbiam koty. Czytam o Twoich i to tak jakbym ja miała je na własność. Aż serduszko pika szczęśliwością. 
|
|
|
|
 |
Pani Mama
Użytkownik b. aktywny Ania :)


Rangi dodatkowe:

Pomogła: 3 razy Wiek: 57 Dołączyła: 20 Sty 2006 Posty: 1020 Skąd: Częstochowa
Medale: 2 (Więcej...)
|
|
|
|
 |
Relana
Użytkownik małomówny Relana


Kraj:

Autor tematu Wiek: 70 Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 79 Skąd: Warszawa
Medale: Brak
|
Wysłany: Śro 22 Paź, 2008 14:59
|
|
|
Dziewczynki, robię to z prawdziwą przyjemnością, po takich słowach. Dziękuję.
Moje kotunie są przebojowe.
Wiecie, jak przybył do nas ostatni kotuś Drotuś to serce mi się krajało na plasterki. Miał ok 3 miesięcy, tak zapchlony, że aż strach było o jego życie a do tego wygłodniały. Jadł po prostu wszystko. Co zmieścił do pysia i dało się pogryźć. Ubóstwiał masło. Zdażało się nie raz, że zanim oboje z TŻ usiedliśmy do śniadania, a ja nie przypilnowałam, to masła na kanapkach nie było. Wylizał. Grzecznie pazurkiem odciągnął wędlinkę, serek. Ważne było tylko masło. No i surowa wołowinka. Gdy ją jadł to warczał. Cudownie śmieszny był. Gdy miał pełen brzuszek to ktokolwiek go pogłaskał czy on sam ocierał się o nogi to tak głośno mruczał, że sama dziwiłam się, bo tyle kotów przeszło przez moje ręce, ale takiego traktorka to żaden nie miał. Taki jest Drotuś do tej pory. Wiadomo, na żarełko już nie rzuca się, wybrzydza, je tylko z ręki i tylko wtedy gdy pozostała czereda nie przeszkadza. Koci hrabia, kurcze, ale tak mnie sterroryzował, że na wszystko się godzę.
Mój pan mąż to wpadł jeszcze gorzej, bo gdy kot łaskawie przemieszcza się i w tym przemieszczeniu nastąpi przerwa to woła, oczywiście TZ " Renatko, weź go na ręce, bo on na pewno na to czeka".

|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Śro 22 Paź, 2008 22:44
|
|
|
Widać że rozkoszny z niego Kocurek, ma śmiesznie fajnie wystające ząbki 
|
|
|
|
 |
la_femme
Użytkownik aktywny


Kraj:

Rangi dodatkowe:

Pomogła: 8 razy Wiek: 41 Dołączyła: 05 Mar 2008 Posty: 356 Skąd: Chicago
Medale: Brak
|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Sob 01 Lis, 2008 17:57
|
|
|
la_femme, śliczne kochane kocię 
|
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
|

Ponieważ na forum pojawia się coraz więcej
materiałów, zdjęć, itp.,
proszę każdego, kto będzie miał jakiekolwiek zastrzeżenia odnośnie
naruszenia praw autorskich o kontakt ze
mną.
Postaram się jak najszybciej materiały tego typu usunąć lub jeśli to
będzie możliwe uzyskać zgodę na ich publikację.
Jednocześnie informuję, że administrator forum nie
odpowiada za treść wypowiedzi innych użytkowników,
a tym samym nie może być pociągany do odpowiedzialności za owe wypowiedzi.
maranta
 |
| | Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 35 |
|
|