


I
- Siostro myszko. jaki dziś spokojny
wieczór. Księżyc oświeca Oliwny Gaj. Gdyśmy tu szły, zauważyłam trzech śpiących
mężczyzn.
Chodź pójdziemy jeszcze dalej.
Cicho..., tam ktoś klęczy. O, to
ten dobry człowiek, który po kryjomu rzucał nam koło norki okruszki. Nigdy nas
nie przepędzał jak ci inni mężczyźni.
Ale, siostrzyczko, czy widziałaś jak
trzy godziny temu ten człowiek i jego koledzy zebrali się przy stole wieczerznym
i ten człowiek jak zwykle do ręki wziął chleb, ale ten chleb był taki jakiś,
taki wspaniały! Tym razem skórki nam nie położył. Ale powiem ci szczerze, że to
było takie cudowne, nie ośmieliłabym się go jeść.
Jak to dobrze, że nasza
mała norka znajduje się naprzeciw miejsca, gdzie siedział nasz dobrodziej i
mogłam to wszystko zobaczyć.
- Miau, cześć myszy, nie uciekajcie. Jestem
dziś w doskonałym humorze, byłem na świetnej uczcie u Kici, same smakołyki,
mniam...
- Ciii..., kocie, tam jest rabbi, taki smutny...
- O, znam go, to dobry człowiek. Zawsze gdy mnie spotyka mówi tak ładnie i jego
ciepłe ręce głaszczą moje futerko.
Podejdę do niego, miękkim futerkiem otrę
się o niego. Zobaczycie- uśmiechnie się zaraz.
- Patrz, myszko. Kot wraca
jakiś markotny.
- Ech, on jest cały jak w gorączce. Poci się, szepcze
ciche słowa, nawet mnie nie zauważył, choć tak pięknie mruczałem i ocierałem się
o niego.
- O, patrzcie, nadchodzi mój znajomy- stary bezpański pies. Obok
niego kroczy szary kłapouch.
- O czym radzicie?
- Spójrzcie tam.
- O, to ten Nauczyciel, za którym kroczą tłumy.
- Ośle, ty mówiłeś kiedyś,
że twój dziad jakoby był w stajence w Betlejem, gdy rabbi się narodził. Ponoć
działy się cuda. Świeciła nad stajenką wielka, jasna gwiazda. Zjawili się
aniołowie, potem pasterze. Wszyscy kłaniali się maleństwu...
- Tak, to
prawda. Dziad mój stał obok żłobu, w którym Mateczka ułożyła swe Dziecię. Dawne
to opowieści.
Zadumane zwierzęta patrzyły na bolesną, klęczącą postać
Człowieka w cichym Gaju Oliwnym...




II
- Kocie, Kłapouchu, patrzcie- Rabbi
wstaje i idzie do śpiących mężczyzn. Teraz kierują się ścieżką w stronę miasta.
Chodźmy za nimi. Podchodzą do nich jacyś ludzie, ktoś Nauczyciela całuje w
policzek.
O, jakaś szamotanina. Chwytają naszego dobroczyńcę. Pędzę na
ratunek.
- Kłapouchu, ty jesteś wyższy. Zobacz co się dzieje.
-
Tak, widzę. Jeden z ludzi Rabbiego wyjął miecz i odciął ucho strażnika. Drugiego
strażnika pies ugryzł w łydkę. Nagle Rabbi wyciągnął rękę, kazał się wszystkim
uspokoić, podniósł z ziemi zakrwawione ucho. Przyłożył je oprawcy do głowy i...
spójrzcie! Ucho się przykleiło i nie widać rany! Naprawdę, dziwne to.
O, teraz Rabbi mówi: " schowaj miecz Piotrze, kto mieczem wojuje..."
Uczniowie odstępują. Oprawcy prowadzą Rabbiego. Pies biegnie do pozostałych
zwierząt.
- Zostańcie, przyjaciele. Ja pójdę, zobaczę dokąd Go prowadzą.
O jak mnie
bolą moje stare łapy. Cały dzień biegam za strażnikami prowadzącymi Rabbiego w
różne miejsca, do różnych ludzi.
Nie wiem co to znaczy.
Prowadzą Go teraz
na jakiś dziedziniec, przywiązują do kamiennego słupa. Dwóch oprawców trzyma
bicze. Baty świstają w powietrzu. Na obnażone plecy spadają ciosy. Pojawiają się
stróżki krwi.
- Nie, stójcie! Nie pozwalam! Wrrrr! Zostawcie Go łotry!
Kanalie!
Stary kundel doskakuje do jednego z katów, chwyta go za rękę,
gryzie...
Podbiega ktoś z dzidą. Rzuca w psa.
Wierne oczy już przez mgłę
widzą świszczące baty. Do uszu dociera jęk bitego.
Zimno, ciemno, cisza...
Stare, dobre psisko zastygło w bezruchu...


III

Uf, upalny dziś dzień. Nigdzie
odrobiny chłodu.
przez dziedziniec idzie strażnik, chyba nieźle popił dziś.
Zatacza się. W ręku niesie trzcinę i kilka brzydkich gałęzi z długimi kolcami.
Żołdak kieruje się w stronę więzienia.
Wśliznę się za nim. W tych kamiennych
murach zażyję przyjemnego chłodu.
O tak, przyjemnie tu, wilgotno, w sam raz
klimat dla ślimaka. Może uda mi się trochę zdrzemnąć.
No nie, jak ci pijani
strażnicy hałasują. Podpełznę dalej i zobaczę co oni robią.
O, kłaniają się
jakiemuś człowiekowi, nazywają go królem żydowskim. Nie, oni się z niego
naśmiewają. Do ręki dali mu trzcinę. Na głowę włożyli okropną koronę uplecioną z
tych cierniowych gałęzi, które przyniósł pijany strażnik. Kolce wbiły się w
głowę więźnia, raniąc okrutnie.
Poznaję tego biednego człowieka. To Rabbi,
który nauczał tłumy. Sam kiedyś słyszałem jak pięknie przemawiał.
- Hej, co
wy mu robicie, to okropne! Dlaczego na niego plujecie?
O, głupi ludzie o
kamiennych sercach! Jak śmiecie?
Pamiętam, ze po pięknym kazaniu Mistrz
usiadł zmęczony pod drzewem a gromada małych dzieci do niego chciała podejść.
Uczniowie odpędzali małych ciekawskich. Wtedy Rabbi rozkazał, żeby pozwolili
dzieciom przyjść do niego. Ja ośmielony tym, przybliżyłem się i nieopatrznie
wspiąłem się na palec Nauczyciela, który wystawał z sandałka. On spojrzał na
mnie i uśmiechnął się tak, jak śmiał się do dzieci. Zawstydziłem się bardzo i
jak mogłem najprędzej zsunąłem się na ziemię. Ale... O wstydzie! Na palcu
Rabbiego lśniła śliniana droga. Wstyd mi było bardzo. Bo oto ja, taka nędzna
istota, ośmieliłem się coś takiego zrobić. Co prawda, to całkiem niechcący.
A
ci tutaj, pijani bydlacy bezczelnie na niego plują!
Ludzie, opamiętajcie
się...
A Rabbi tak pięknie mówił o miłości bliźniego...
Dlaczego Go nie
słuchaliście?


IV

Wyruszamy, mój pan- Marek Tytus,
dumny młody Rzymianin i ja wspaniały rumak, równie dumny jak mój pan. No, bo
spójrzcie na moją lśniącą grzywę, na mój złocisty ogon. Moja uprzęż lśni od
złota. Nad głową powiewa wspaniały czerwony pióropusz. Pod siodłem tak pięknym,
cudna, czerwona przetykana złotymi nićmi dera.
Wyglądam wspaniale i teraz
chyba jedziemy na jakąś paradę.
Mój pan jest w pięknej zbroi. Jest dowódcą!
Wszyscy go słuchają!
Och nie!, Tylko nie tam! Nie lubię tam jeździć.
Panie, jedźmy na jakąś paradę, nie tam!
Ten ponury podwórzec, stamtąd
żołnierze zabierają skazańców, złodziei, morderców i eskortują na górę kaźni
zwaną Czaszką.
Tam zbrodniarze zostają przywiązywani lub przybijani do
krzyży. Zaprawdę odrażający to widok dla mnie i mojego pana.
No cóż... służba
nie drużba. Mój pan jako dowódca oddziału żołnierzy musi pilnować tych
egzekucji.
No tak, już bramy więzienne, już wyprowadzają zbrodniarza.
Jak on dziwnie
wygląda... Co on ma na głowie? Korona?
Ale jaka... z cierniowego krzewu...
Ostre kolce wbiły się w głowę, krew płynie stróżkami po twarzy.
Ale co to za
dziwny złoczyńca? Mój wspaniały instynkt nie czuje zła. Wprost przeciwnie.
Dziwna moc, potęga, ból, smutek, dobroć jakaś nieziemska od niego promieniują.
Dziwne. Panie, to pomyłka. On nie winny. Zostawmy go.
Zaraz, zaraz,
przypominam sobie, jak koledzy mego pana mówili, że Poncjusz Piłat sądził
jakiegoś Żyda, niby króla. Chciał go uwolnić, ale zgraja Żydów darła się
wniebogłosy- "Ukrzyżuj go! Ukrzyżuj!"
Sędzia umył ręce- nie wiem po co- ale
mówili, że jest to znak, iż nie bierze odpowiedzialności za tego Żyda.
No tak, osądzony, skazany. Ale jak tak można?
O, biedny, biedny Człowieku!
Na barki skazańca założono potężną belkę krzyża.
Zbite, zbolałe ciało ugięło
się pod wielkim ciężarem.
Żołdacy zaczęli popędzać pejczami zgiętego
Człowieka.
Ponury pochód ruszył wąskimi uliczkami Jerozolimy.
Nagle jakaś kobieta w
tłumie krzyknęła- Jezu, synu i osunęła się na kolana. Podtrzymały ją ręce
młodzieńca.
Poganiany biczami skazaniec potknął się, upadł...
Oj,
Człowieku, jak mi ciebie żal. Panie mój jak chętnie bym go podwiózł na swoim
grzbiecie. O, jak mi sucho w gardle, jak łzy kręcą się w oczach. O, jakbym
rozpędził ten tłum, kopytami biłbym tych co krzywdzą tego Jezusa. Przytuliłbym
do tego dobrego Człowieka pysk, wylizałbym czule jego rany...
O! Tam z tłumu
wyrwała się jakaś niewiasta! Ociera twarz Jezusa chustką. Patrzy na tę chustę
oniemiała, jak na największy skarb, jakby zobaczyła na niej coś boskiego...
Zaprawdę, dziwne to...
Ciało przygniecione ciężarem belki pochyla się coraz
bardziej.
Jezus znów upada, nie ma sił wstać. Poganiają Go pejczami. Siły
opuściły skazańca.
O, panie, puść mnie! Ja poniosę ten krzyż! Jestem silnym,
a On niech odpocznie.
O, jakiś człowiek pomaga nieść ciężar, chociaż tyle...
Co będzie gdy dojdziemy do Golgoty?
O, lepiej gdybym stracił wzrok...


V

O, jak wielka radość mnie przepełnia.
Jakże jestem szczęśliwy.
Moja droga synogarliczka zgodziła się zostać moją
dozgonną małżonką.
Tak bardzo ją kocham!
Fruwam teraz po całym mieście
szukając odpowiedniego miejsca na nasze gniazdko.
Tu jest dość ładnie... nie,
tu zbyt wielki ruch, polecę dalej, na krańce grodu.
Brrr... O, nie, tego
miejsca szczególnie nie lubię, omijam je. To posępna góra zwana Golgotą. Pełno
tu się kręci ponurych kruków i odrażających sępów.
Nie dziwota. To miejsce
straszne, miejsce gdzie krzyżują morderców, łotrów. Tu w powolnych mękach konają
przez długie, długie godziny...
Ale... cóż to? Pod jednym z krzyży, tym
najwyżej stojącym na szczycie wzniesienia widać smutną, piękną niewiastę. Jej
oczy są takie śliczne, dobre, lecz przepełnione ogromnym bólem.
Te oczy
przyciągają mnie. Polecę tam choć na chwilę.
- Nie płacz o piękna Pani.
Jaki jest powód Twego cierpienia?
Twoje piękne oczy, pełne łez, patrzą w
górę, tam wysoko na jakiegoś przestępcę.
Och, nie, to nie może być zły
człowiek. Co On tu robi? Od niego promieniuje samo dobro i to dobro jakiego
jeszcze nie spotkałem nigdy.
O, biedny Człowieku, co Tobie zrobili? Jak Cię
boli okrutnie całe ciało!
O! Te gwoździe w Twych rękach!
Już rozumiem, ta
Niewiasta w dole, to Twoja Matka. Tyle miłości i bólu może wyrazić tylko wzrok
osoby mocno kochającej.
O, ja też kocham mocno moją synogarliczkę i wiem, że
kochać będziemy w przyszłości nasze małe ptaszyny.
No tak. Te gwoździe w
rękach i nogach. Zaraz, zaraz je wyciągnę.
Oj, nie mogę, jeszcze raz
spróbuję. Co za straszne gwoździe. Nie mogę swoim dzióbkiem ich podważyć. Zaraz,
jeszcze pazurkami.
Czekaj jeszcze chwilkę. Zaraz ci Matko uwolnię Twego Syna.
O... Nie! Nie umieraj!
Tyś dobry, Tyś wielki. Tam Twoja Matka czeka.
Jeszcze chwilę... O ta głowa opadła w ostatnim ruchu...
I ten żołnierz
przebija bok...
Cisza...
Ciemność...
Ziemia zadrżała widząc śmierć
największego z ludzi i westchnęła nad małym ptaszkiem, którego małe, dobre
serduszko nie wytrzymało tego widoku i pękło przepełnione bólem.




Strona główna I
Coś dla ciała I
Coś dla ducha I
Miękkie i puchate I
Zielono mi I
Ciekawe linki I Od autorki I
Mapa stron I
Nowości I
Księga
gości
Portal
Forum